Pamiętam, że pierwszy raz odsłuchałem ją w sierpniu, a więc dwa miesiące po premierze. Leżałem wtedy na dachu swojego garażu, wpatrując się w czyste niebo przecinane przez spadające w ów czas perseidy. Ta dłuższa chwila to zdecydowanie top 5 moich najpiękniejszych momentów. A było to dokładnie 13 sierpnia 2005 roku.
Wielu uważa, że "X&Y" to najgorsza płyta Coldplay. Ja sam nie twierdzę, że jest najlepsza. Jednak nigdy nie widziałem takiego pokładu pracy, myśli i emocji zgromadzonych w jednej rzeczy. Płyta jest przemyślana pod każdym względem. Nie ma na niej choćby jednej, przypadkowej nuty. Chrisowi Martinowi udało się połączyć naukową precyzję muzyki z jej pięknem i unikalnością.
Od mojej nocy Perseidów dziś mija dokładnie pięć lat, a ja z jednej strony ciesze się, że powstała tak doskonała płyta jak "X&Y". Z drugiej strony obawiam się, że Chrisowi Martinowi granicy doskonałości przekroczyć się już nigdy nie uda, choć wierzę, że jest jeszcze przed nami.

0 komentarze:
Prześlij komentarz